środa, 10 grudnia 2014

#8 Godziny strachu - Nicci French

Godziny strachu - Nicci French




Trwają przygotowania do wyjazdu na święta, trzeba jeszcze tylko dokończyć pakowanie i można ruszać w drogę. Nina musi tylko jeszcze poczekać na córkę, która nocowała u koleżanki i wtedy wszystko już będzie gotowe. Ale Charlie nie wraca do domu o ustalonej porze. Nina ma akurat czterdzieste urodziny, a do jej drzwi pukają pierwsi goście zaproszeni przez jej córkę na przyjęcie niespodziankę. Są goście, ale ciągle nie ma Charlie. Nina zaczyna się denerwować. Pozbywa się gości urządzających sobie niezłą imprezkę w jej domu i zaczyna szukać dziecka. Zgłasza sprawę na policję, która z początku bagatelizuje sprawę, tłumacząc się tym, że nastoletnie dzieciaki często uciekają z domu. Jednak matka czuje, że to nie jest zwykła ucieczka zbuntowanej córki. Zdesperowana, zaczyna poszukiwania na własną rękę. Co się stało Charlie? Kto jest odpowiedzialny za całą tą sytuację? Czy matka da radę odnaleźć dziecko? 

Spodziewałam się czegoś super. Było całkiem spoko. Może za wysoko podniosłam poprzeczkę po przeczytaniu parę lat temu Fatalnej Namiętności i Bezpiecznego Domu, które wyszły spod pióra małżeństwa kryjącego się pod pseudonimem Nicci French. 

Pierwsze wrażenie, jakie odniosłam czytając tę książkę to irytująca główna bohaterka, czyli poszukująca dziecka Nina. Oczywiście to normalne, że matka, której zaginęło dziecko nie zachowuje się w sposób racjonalny i nie pała miłością do każdej napotkanej osoby, ale tutaj bardziej denerwowały mnie niektóre przemyślenia bohaterki. Nudziło mnie to.

Druga sprawa, która utrudniała mi czytanie to brak podziału książki na rozdziały. Chryste, jak ja tego nie lubię - patrzę, ile mi zostało do końca rozdziału, wertuję kartki, wertuję i nic. Było może z 6-7 enterów oddzielających poszczególne fragmenty w książce, ale co to jest na prawie 300 stron ? Jest to dobre, gdy mamy czas i możemy pochłonąć książkę całą na raz, ale kiedy trzeba się odrywać to jest to męczące, przynajmniej dla mnie. 

W książce dość dobrze są ukazane wszystkie emocje towarzyszące matce, której dziecko zaginęło. Można zauważyć, że nie liczy się dla niej nic po za tym, aby odnaleźć swoją pociechę. Widać także, ile może zrobić tak krucha osoba, jaką jest kobieta, aby tylko pomóc dziecku, ile jest w stanie znieść i jak silna może się nagle stać.

Niestety, sprawa, która rzuciła mi się w oczy to obojętność policji. Została ukazana prawda, jak formalnie traktują oni swoje sprawy - musi minąć określony czas, aby uznać dziecko za zaginione i rozpocząć poszukiwania. Nie bierze się pod uwagę istotnych czynników, które jasno wskazują na to, że dziecko jest w niebezpieczeństwie. To smutne.

Książkę oceniam na 3.5/6. 

Ostatnio rzadziej piszę, z powodu zbliżającego się końca semestru i wszystkich zaliczeń z tym związanych. Na szczęście część już za mną i znów mogę zabrać się za czytanie książek i blogowanie :)

11 komentarzy:

  1. Nic się nie stało, że rzadziej piszesz. Każdy pisze wtedy, kiedy daje radę. Akurat znam tą parę autorów, która podpisuje się Nicci French I nawet dość przyjaźnie wspominam te książki, które miałam okazję przeczytać. [ Szept Myśli ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, al chcę jakoś tego bloga rozwijać, a nie żeby stał w miejscu :)

      Jakie książki ich czytałeś ?

      Usuń
  2. Raczej sobie odpuszczę, chociaż na początku czytania recenzji byłam pewna, że to coś idealnego dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż, nie polecę, choć spróbować można :)

      Usuń
  3. Pozdrawiam "sąsiadkę", jestem ze Słupska :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja nie cierpię braku podziału na rozdziały! Chyba widziałam tę książkę w bibliotece, więc może ją wypożyczę, ale nie wiem jak przetrwam brak rozdziałów. Nie ma nic bardziej irytującego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mnie rozumiesz :) Jak nie lubisz braku podziału to już z góry się zniechęcisz do książki :)

      Usuń
  5. Ja też tak mam, że lubię jak książka ma dużo rozdziałów :) Przypomina mi to te filmy amerykańskie, w których policja mówi że nastolatki często uciekają. To znaczy, że nie trzeba ich szukać? Pierwszy raz słyszę o tym małżeństwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "Fatalną namiętność" :)

      No właśnie, nie każdy nastolatek jest taki sam, a więc nie każdego trzeba traktować tak samo...

      Usuń
  6. Właśnie czytałam książkę, w której też nie ma podziału na rozdziały, tylko moja ma 700 stron.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo nie podołałabym z taką bez podziału.

      Usuń